Małopolska: pierwsze bitwy polskiej niepodległości

Krzyż na mogile wojskowej
Pola bitewne są na całym świecie nie tylko elementem historii i budowania postaw obywatelskich, ale także wielką atrakcją turystyczną. W Małopolsce toczyły się pierwsze bitwy i potyczki Legionów Józefa Piłsudskiego. Nad niektórymi wciąż unosi się duch tamtych heroicznych wydarzeń. Zobaczcie legendarne dla odzyskania niepodległości miejsca.

Po śladach wielkiej wojny, która rozpoczęła się w 1914 roku, można wędrować po Małopolsce Szlakiem Frontu Wschodniego I Wojny Światowej. Przypomnijmy. Trwa I wojna światowa. Cesarstwo Austro-Węgierskie walczy przeciwko Rosji. 6 sierpnia 1914 r. Józef Piłsudski wyrusza na czele kompanii kadrowej z krakowskich Oleandrów i w Michałowicach przekracza granicę zaboru rosyjskiego. Liczy na wywołanie powstania i rozpoczęcie odbudowania tam polskiej państwowości po 123 latach niewoli. 

Po zajęciu Kielc i kilku mniejszych potyczkach okazuje się jednak, że sytuacja na froncie nie sprzyja Polakom. Zepchnięte do odwrotu wojska carskiej Rosji, odzyskują inicjatywę i przechodzą do ataku. Armia austro-węgierska, a wraz z nią polskie Legiony cofają się i powracają na tereny dzisiejszej Małopolski. Z niespełna dwustu żołnierzy kompanii kadrowej jest ich dwa tysiące, rosną już bataliony, ale w każdej chwili ta pierwsza polska formacja od czasów Powstania Styczniowego może ulec zagładzie. Wystarczy jeden nierozważny krok.

Ulina Mała, czyli manewr, który uczynił Piłsudskiego dowódcą

Ulina Mała to niewielki przysiółek pod Uliną Wielką, położony między Miechowem i Wolbromiem. Tu właśnie 10 listopada 1914 roku pojawiły się trzy bataliony i szwadron kawalerii I kompanii kadrowej. Rosyjskie oddziały szybko posuwały się do przodu, grożąc okrążeniem i wzięciem do niewoli legionistów. Jeżeli ci byli wcześniej poddanymi cara, oznaczało to dla nich wyrok śmierci. Wojska legionowe dostały rozkaz wycofania się w stronę Zagłębia Dąbrowskiego, a Piłsudski obawiał się, że zostaną przesunięte jeszcze dalej na tereny zaboru pruskiego. On sam nie zamierzał, jak pisał, „tonąć w jakiejś Elsterze”, uważając, że polskie wojsko musi walczyć na terenach polskich i gotów był złamać rozkazy, przedzierając się między nacierającymi Rosjanami w stronę pobliskiego Krakowa i dalej na Podhale, aby tam prowadzić walkę partyzancką. Gdy oddziały polskie dotarły do Wolbromia, Piłsudski zaczął realizować swój plan. Legioniści ruszyli w stronę Krakowa wdzierając się między wycofującą się armię austriacką a nacierającymi Rosjanami. Miasto ze swoimi potężnymi fortami twierdzy Kraków mogło bronić się długo przed wrogiem – sądził Piłsudski. A miejsce Polaków było właśnie tam. Los mu sprzyjał. Po postoju w Lgocie Wolbromskiej i Krzywopłotach formacja Piłsudskiego dostała rozkaz spenetrowania terenów między Żarnowcem a Miechowem, właśnie na trasie do Krakowa. Poszli więc do przodu, patrol kawalerii pod dowództwem Władysława Beliny-Prażmowskiego ruszył w stronę Miechowa dla potwierdzenia, czy rzeczywiście istnieje ten zbawienny korytarz pozwalający Polakom przejść do Krakowa. Wieści od Beliniaków nie nadchodziły, tymczasem drugi patrol spod Żarnowca meldował, że miejscowość zajęta jest już przez kozaków. A więc nie było na co czekać. Ruszył Piłsudski za Beliną nie mając żadnej pewności, czy nie napotka Rosjan. I nagle zgubił Komendant drogę. Właśnie pod Uliną Małą. Nie wiedział, gdzie jest. Na szczęście pojawił się Belina z ułanami, ale wieści miał złe – wokół wszędzie carskie wojska. Za chwilę ktoś odkryje ich obecność. Garstka polskiego wojska, lekko tylko uzbrojona, mogła przestać istnieć w kilka godzin. Piłsudski mimo rad szukania schronienia w okolicach dzisiejszego Ojcowskiego Parku Narodowego, postanowił iść dalej. Za wszelką cenę. Mieli ruszyć nocą. Tymczasem do Uliny Małej wpadł niewielki oddział Kozaków. Polacy zostali odkryci! Ale po wymianie strzałów rosyjski oddział gdzieś znika. Zapada mrok, legioniści ruszają w zwartym szyku, nie można nawet omijać kałuż, a konie trzeba trzymać krótko, aby nie rżały. Dosłownie wiedzeni instynktem, przeciskali się między nieprzyjacielskimi patrolami. Szli tak przez Wiktorkę i Władysław, gdy znów zbłądzili. Sam Piłsudski zaszedł do jednej z chat i spotkał… przemytnika. Przypomnijmy, że w pobliżu przebiegała granica zaborów rosyjskiego i austriackiego. Ten poprowadził ich dalej. Dalsza droga poszła już bez problemów, stanęli na granicy w Michałowicach. Dokładnie tam, gdzie obalili słupy graniczne w sierpniu. 11 listopada, dwutysięczny oddział Piłsudskiego wszedł do Krakowa. Po latach napisał: „Otwarcie też wyznaję, że dopiero po Ulinie zacząłem sobie ufać i wierzyć w swoje siły. I być może właśnie dlatego słyszałem nieraz potem słowa moich żołnierzy: Teraz za Komendantem pójdziemy wszędzie! Jeżeli on nas wyprowadził z Uliny, to już jesteśmy spokojni!”

Warto odwiedzić:

  • Michałowice – jadąc trasą E7 od strony Krakowa dostrzeżemy w Michałowicach po lewej stronie drogi postument upamiętniający moment sforsowania przez I Kompanię Kadrową 6 sierpnia 1914 roku granicy między Austro-Węgrami i Rosją. Na pomniku, który wzniesiono w 1936 roku, znajduje się napis: „ W tym miejscu, na rozkaz komendanta Józefa Piłsudskiego, Pierwsza Kompania Kadrowa Legionów Polskich 6 sierpnia 1914 roku idąc w bój o honor i wolność ojczyzny, obaliła słupy graniczne byłych państw zaborczych”. 
  • Trasa: Wolbrom – Lgota Wolbromska – Krzywopłoty – Ulina Mała – Wiktorka – Władysław – Michałowice – Kraków
  • Poręba Dzierżna, kościół świętego Marcina. Tablica pamiątkowa z napisem: „Praojcom na Chwałę. Legionistom I Brygady Legionów Polskich Batalionów I, II i V Józefa Piłsudskiego maszerującym przez Porębę Dzierżną w dniu 10 listopada 1914 roku szlakiem bitewnym do Krakowa w nadziei odzyskania przez Polskę niepodległości. Społeczeństwo Poręby Dzierżnej”.
  • Ulina Wielkakościół świętej Katarzyny.

Krzywopłoty, czyli Termoplie po raz pierwszy

Niemal w tym samym czasie część oddziałów legionowych nadal stacjonowała w okolicach Wolbromia, a potem Krzywopłotów, gdzie wkrótce zaatakowali Rosjanie. Polskie oddziały IV i VI pułku oraz artylerii liczyły razem około 1400 żołnierzy. Dowodzili słynni już kpt. Tadeusz Furgalski "Wyrwa" – jeden z najdzielniejszych oficerów legionów, kapitan Kazimierz Piątek, ps. "Herwin" – to on wkroczył w sierpniu 1914 roku pierwszy do Kielc, w plecaku nosił komplet dzieł Słowackiego i wirtuoz armat Otokar Brzezina ps. "Brzoza", Czech, który walczył o niepodległość Polski. Okopani w Krzywopłotach i na Wzgórzu św. Krzyża w sąsiedniej wiosce Bydlin legioniści wielokrotnie odpierali ataki Rosjan, którzy przeważali liczebnie i siłą ognia armat. Jednak cuda wyprawiali polscy artylerzyści stawiając zasłonę z ognia dział. Zwycięstwo przechodziło to na jedną to na drugą stronę. Trzeba jednak pamiętać, że Rosjanie prowadzili ofensywę na całym froncie, a za Polakami była zdezorientowana i cofająca się armia austro-węgierska. Obronili się. Bitwa o Krzywopłoty została wygrana, a carskie natarcie się załamało. Była to jednak pierwsza legionowa bitwa z poważnymi stratami. Zginęło 46 legionistów, a 131 zostało rannych i dostało się do niewoli. Tu poległ m.in. brat przyrodni Ignacego Jana Paderewskiego – Stanisław.

Polegli legioniści spoczywają na cmentarzu w Bydlinie. Miejsce bitwy Józef Piłsudski nazwał „krzywopłockimi legionowymi Termopilami”.

Warto odwiedzić:

  • Bydlin. W 1920 r. z jego inicjatywy na cmentarzu w Bydlinie, gdzie znajduje się kwatera legionistów stanął pomnik – kilkumetrowy kamienny krzyż zdobiony legionowymi symbolami. W 1937 r. z inicjatywy i za pieniądze legionistów dla upamiętnienia tej bitwy zbudowano tu szkołę. Między Krzywopłotami i Bydlinem można jeszcze napotkać ślady okopów z 1914 roku, np.  wokół ruin pochodzącego z XIV wieku zamku. Zaledwie kilkaset metrów od zamku znajdują się wspomniane wyżej kwatera legionistów i pomnik poświęcony poległym. 
  • Kraków. Szlak Twierdzy Kraków. Austriackie władze ogłosiły Kraków twierdzą w 1856 r. Po rozbudowie Twierdza Kraków stała się jedną z największych fortec całej monarchii austro-węgierskiej. Szlak skupiaja 38 fortów oraz wiele mniejszych obiektów warownych i militarnych. 

Potyczka na Chyszówkach, czyli w osłonie wielkiej bitwy

Gdy Piłsudski wchodził do Krakowa sytuacja na froncie wciąż była niepewna. Dowództwo cesarsko-królewskiej armii zdecydowało jednak przystąpić do kontrofensywy. Miała nią być operacja  limanowsko-łapanowska. To akcja, mająca odwrócić losy cofającej się armii, której jedynym oparciem była twierdza Kraków. Rosjanie zajęli już Tarnów i Nowy Sącz, a pierwsze oddziały pojawiły się w Wieliczce. Stąd decyzja uderzenia przez Beskid Wyspowy, które miało zdezorganizować ofensywę carskiej armii. Działania wojenne między Limanową i Łapanowem trwały prawie dziesięć dni przynosząc wielkie straty obu stronom, ale strategiczny sukces wojsk cesarza Franciszka Józefa. Natarcie rosyjskie zostało zatrzymane. Pamiątką tych zdarzeń są dziesiątki cmentarzy wojennych w Małopolsce. Polskie oddziały miały być wsparciem tej operacji.

Józef Piłsudski pisał:

 „Warunki wojny na Podhalu okazały się i pod innym względem nadzwyczaj przyjemne. Mówię tu o stosunkach z ludnością. Nie było tu, jak w Królestwie, gwałtownego i najczęściej daremnego szukania oparcia i zrozumienia wśród ludności cywilnej. Nie trzeba było tu niczego szukać, bo wszystko, czego dusza żołnierza walczącego dla szczęścia Ojczyzny pragnie, było mu dane. Tu czułem się w Ojczyźnie, czułem się potrzebnym dla niej, jako jej obrońca. Od góry do dołu — ksiądz, gazda góralski, czy jego gaździna, mieszczanin czy robotnik, wszyscy szukali poprostu okazji, aby w czemkolwiek dopomóc lub przynajmniej okazać swą sympatję dla nas. Młodzi chłopcy chodzili na wywiady przed wojskiem. Robiono to za zgodą wsi, która wprost wyznaczała, kto ma iść. Więcej! By chłopak nie mógł skłamać, że był tam, gdzie go posłano, musiał wrócić z pieczęcią gminną, wyciśniętą na portkach, jako namacalne świadectwo swej sprawności. W żadnej chacie, czy domu nie odczuło się, że jesteśmy ciężarem, pomimo, że przecież wojsko nie należy do najprzyjemniejszych gości”.

J. Piłsudski, Moje pierwsze boje

Zaczęła się kampania podhalańska, w terenach tak dobrze znanych, bo właśnie tam, wśród wzgórz Beskidu Wyspowego, Piłsudski wyszkolił przyszłą kadrę dowódczą legionów, i jak się później okazało także elitę Dwudziestolecia Międzywojennego. W Stróży, w gminie Dobra latem 1913 roku zebrała się kadra Związku Strzeleckiego zdobywając pod kierunkiem Piłsudskiego i Kazimierza Sosnkowskiego szlify oficerskie. Mieli być zalążkiem przyszłej armii. Budynek, w którym stacjonowali przyszli legioniści istnieje do dziś. To Szkoła Podstawowa im. Stanisława Wyspiańskiego, na murach której znajduje się pamiątkowa tablica ufundowana w 1933 roku przez uczestników I Oficerskiej Szkoły Strzeleckiej. Warto wiedzieć, że byli wśród nich: dwaj marszałkowie, kilkudziesięciu generałów i pułkowników przyszłego Wojska Polskiego, premierzy, ministrowie i prezydenci miast II Rzeczpospolitej. Przed budynkiem stoi niezwykły pomnik. To zatopiona w taflę szkła wielka fotografia jednej ze szkolących się tu strzeleckich drużyn. Młodzi chłopscy stoją w sadzie w wojskowym szeregu i patrzą współczesnym prosto w oczy. Fotografia  została zrobiona latem 1913 roku dokładnie w miejscu, w którym stoi pomnik. W grudniu 2018 roku odbyła się tu ogólnopolska inauguracja obchodów stulecia odzyskania niepodległości.

I właśnie w te okolice powrócili legioniści w listopadzie 1914 roku. Józef Piłsudski pisał: „Ja z memi trzema bataljonami, kawalerją, w końcu artylerją, walczyłem cały czas mniej więcej w tej samej okolicy — pomiędzy Dobrą-Jurkowem, Dunajcem, od Nowego Sącza do Marcinkowic; osłaniałem z jednej strony kolej Sucha — Mszana Dolna, po której szły raz wraz nowe transporty wojskowe — austrjackie i niemieckie, z drugiej strony stanowiłem osłonę od wschodu, od Rosjan, flankujących wojska, idące frontem na północ, na Bochnię — Tarnów”.

Wtedy właśnie doszło do potyczki pod Chyszówkami. To niewielka wieś w gminie Dobra leżąca w cieniu Mogielicy. W niej właśnie stacjonował szwadron carskiej kawalerii. Piłsudski wysłał na jego likwidację oddział pod dowództwem Edwarda Rydza-Śmigłego. Była noc. Polacy zastosowali fortel. Podjechali całkiem otwarcie do pierwszych czujek głośno rozmawiając po rosyjsku. Strażnicy pomyśleli, że to wracający z patrolu swój oddział i nie wszczęli alarmu. Wtedy dopiero Polacy zaatakowali. Zaskoczenie było całkowite. Do niewoli trafiło prawie 100 rosyjskich żołnierzy, w tym pięciu oficerów. Był 24 listopada 1914 roku.

Warto odwiedzić:

  • Stróża (gmina Dobra). Budynek szkoły podstawowej w której w 1913 roku odbyła się Szkoła Oficerska Związku Strzeleckiego, wmurowana w niego tablica pamiątkowa z 1933 roku. Przed szkołą pomnik Szkoły Oficerskiej odsłonięty przez Prezydenta RP w 2018 roku.
  • Przełęcz Im. Rydza-Śmigłego. Miejsce, w którym odbyła się potyczka z Kozakami. Znajduje się tu krzyż postawiony w 1928 roku i pomnik z 1936 roku na pamiątkę wydarzenia. Każdego roku 11 listopada gmina Dobra organizuje uroczystości przypominające potyczkę. Przyjeżdża wielu turystów – miłośników historii. Z Przełęczy prowadzi zielony szlak na Mogielicę.
  • Limanowa. Cmentarz wojenny nr 366.

Bitwa pod Marcinkowicami, czyli nadzieja na Święta w Nowym Sączu

 Józef Piłsudski wspominał:

„Moskale widocznie cofali się ku Dunajcowi i Nowemu-Sączowi. Na horyzoncie, na górach, ukazywały się patrole konne, które spiesznie wycofywały się, a gdzieś z poza Wysokiej, od czasu do czasu, grzmiał strzał armatni. Austrjacy posuwali się ostrożnie za nieprzyjacielem. W Limanowej zatrzymałem się na chwilę, by się ostrzyc. Dowiedziałem się, że Rosjanie jakoby mnóstwo zarekwirowanych i nagrabionych rzeczy zgromadzili w Nowym-Sączu. Mówiono nawet, że jakoby zaczęto je stamtąd wywozić. Gdym w Kaninie, na szosie do Nowego-Sącza, dogonił sztab II dywizji, dowiedziałem się, że na Wysokiej stoją Moskale, a baterja ich strzela z Trzetrzewiny. Przez lornetkę obejrzałem Wysoką i stwierdziłem, że obsada jest mała, więc łatwa do przepłoszenia. Komendant dywizji zaproponował mi, bym spędził Moskali, tem bardziej, że jego żołnierze zaczęli się trochę cofać. Rzuciłem jeden bataljon i kawalerję na prawo od szosy. Kawalerja poszła naprzód i, zsiadłszy z koni, pieszo zaatakowała nieprzyjaciela od skrzydła. Moskale opuścili Wysoką, baterja z Trzetrzewiny zwiała, wszystko cofało się na Nowy-Sącz”.

Taki był początek bitwy pod Marcinkowicami. 1 Pułk Piechoty Legionów (już z bohaterami spod Krzywopłotów) uderzył wieczorem 5 grudnia na pozycje rosyjskie. Cel był jeden – zdobycie Nowego Sącza. Nie wiedział jeszcze Komendant, że do miasta wkroczyła właśnie nowa siła, kilkakrotnie przewyższająca Polaków liczebnością i siłą ognia. Atak i ostrzał drogi prowadzącej do Nowego Sącza prowadzony przez niemal dobę nie przyniósł  rezultatu. Rosjanie się nie cofnęli. Piłsudski posunął się nawet do samych Marcinkowic, gdzie w dworze Alfreda Faucka podano mu szklankę mleka. Nie zdołał jej jednak wypić wskutek rosyjskiego ataku. Taktycznie było to jednak zwycięstwo. Rosyjska formacja, która stacjonowała w Nowym Sączu miała wyruszyć w stronę Limanowej, aby przechylić szalę zwycięstwa. Polacy związali ją ogniem, a tymczasem oddziały austro-węgierskie zdołały się w Limanowej okopać i przygotować. Radykalnie zmieniła się też sytuacja na froncie. Austriacka ofensywa w Beskidzie Niskim przynosiła kolejne zwycięstwa i nagle jednostki rosyjskie stanęły wobec groźby okrążenia, a więc czym prędzej wycofały się w stronę Tarnowa. Do Nowego Sącza, ku wielkiej radości wkroczyły Legiony. Zbliżały się święta Bożego Narodzenia…

Legionistom i sztabowi Piłsudskiego w marcinkowickiej eskapadzie towarzyszył fotografik. Zachowana kolekcja zdjęć z bitwy znajduje się w Narodowym Archiwum Cyfrowym. Sam Piłsudski opisał szczegółowo przebieg walk w książce „Moje pierwsze boje”.

Warto odwiedzić:

  • Tereny bitwy z drogi Limanowa – Nowy Sącz (Wysoka, Klęczany, Ptaszkowa, Marcinkowice).
  • Marcinkowice. Cmentarz wojenny nr 352, znajduje się niemal na miejscu działań wojennych przy lesie Pasternik.
  • Marcinkowice, zabytkowy dwór  Alfreda Faucka w którym zatrzymał się podczas bitwy Józef Piłsudski ze swoim sztabem. Na budynku znajduje się tablica pamiątkowa poświęcona wydarzeniu. W 1921 roku Józef Piłsudski przybył tu po raz drugi. Już na spokojnie wypił szklankę mleka podaną mu przez  córkę właścicieli.
  • Nowy Sącz, w mieście wciąż można obejrzeć kamienicę, w której mieszkał Józef Piłsudski w grudniu 1914 roku. Znajduje się na przy ulicy Dunajewskiego 12, a gościny w swoim mieszkaniu użyczył wtedy komendantowi ówczesny burmistrz miasta Władysław Barbacki. Wydarzenia to przypomina tablica pamiątkowa znajdująca się w ścianie budynku.
  • Nowy Sącz. Kwatera legionistów na Cmentarzu Komunalnym. 

Łowczówek, czyli krwawa Wigilia Pierwszej Brygady

13 grudnia 1914 r., legionowe oddziały wkroczyły do Nowego Sącza. Triumfom nie było końca. Żołnierze, którzy wyszli w bój 6 sierpnia z krakowskich Oleandrów, napawali się w końcu radością wiwatujących tłumów, uwielbieniem, wiarą w odradzającą się Polskę. Oddziały zostały przeorganizowane w I Brygadę Legionów złożoną z dwóch pułków. Marzyli już o Bożym Narodzeniu wśród przyjaznych rodaków. Tymczasem, 20 grudnia przyszedł rozkaz natychmiastowego wymarszu. Rosjanie niespodziewanie rozpoczęli natarcie, które mogło zniweczyć cały trud wielkiej operacji limanowskiej. W chwili wymarszu Piłsudski był w Wiedniu, formacją dowodził Kazimierz Sosnkowski.  21 grudnia wieczorem polska kolumna była już za Zakliczynem

„W rowach przydrożnych leżą nieszczęsne, poharatane konie, w dolinach wyświechtane łysiny ze słomy postojów. Na gościńcu, na polach, puste blaszanki konserw, wdeptane w błoto naboje, to znów pod górę wyrżnięta szara pręga okopów. Pod nogami stare czapki żołnierskie, śmierć i ziąb i błoto” – wspominał uczestnik bitwy Juliusz Kaden-Bandrowski.

22 grudnia jeszcze po ciemku, przed godziną szóstą, wojsko legionowe ruszyło w stronę Łowczówka (powiat tarnowski, gmina Pleśna), gdzie miało wyznaczoną lokalizację. Sosnkowski nie zdawał sobie sprawy z rozwoju sytuacji. Co prawda jeszcze w Nowym Sączu wiadomo było, że front został przełamany, ale to właśnie pod Łowczówkiem, w lukę między formacjami austro-węgierskimi wdarło się kilka doborowych pułków rosyjskich liczących ponad osiem tysięcy żołnierzy. W chwili, kiedy legioniści przybyli pod Łowczówek, bitwa zdawała się być przegraną. Obok polskich żołnierzy zajmujących pozycję, trwał jakiś chaotyczny odwrót, przelatywała kawaleria i tabory. Sosnkowski nie stracił zimnej krwi. Polskie jednostki zajęły wyznaczone pozycje. W tym momencie polska brygada była jedyną w pełni zdolną do walki jednostką. Niemal z marszu w walce na bagnety zdobyli mające strategiczne znaczenie wzgórze 360, które ryglowało całą okolice, biorąc przy tym do niewoli około 400 Rosjan. Walki trwały kilkadziesiąt godzin i jeszcze kilka razy Polacy ratowali ten odcinek frontu przez przełamaniem, a nawet raz sami wdarli się na tyły nieprzyjaciela. Niestety, nie poszedł z tym atak innych oddziałów. Nie raz podczas tej bitwy zawodziło austriackie dowodzenie i zaopatrzenie i Polacy używali nabojów zdobytych poprzedniego dnia, a nawet broni zbieranej bezpośrednio podczas walki. W takiej sytuacji ranny został Kazimierz Herwin-Piątek, który podczas zbierania karabinów dostał dwa postrzały, w rękę i w piersi. Ta ostatnia rana była tak poważna, że widać było rozerwane żebra.

Rozpoczął się 24 grudnia, Wigilia. Rosjanie przystąpili do generalnego ataku. Najpierw polskie pozycje pokrył ostrzał armatni, a potem systematycznie ruszały brawurowe szturmy piechoty. W niektórych miejscach linie ostrzału dzieliło zaledwie kilkanaście metrów. Polacy odpierali ataki. Byli już dwie doby w ciągłej walce, bez możliwości zmiany. Po kilku godzinach oddziały austro-węgierskie będące na polskich skrzydłach zaczęły się chwiać, tu Rosjanie zaczęli posuwać się do przodu. Legioniści, osłabiając swoje pozycje, ale ratując przy tym swoją sytuację i niwecząc niebezpieczeństwo okrążenia, zaatakowali wchodzących na swoje tyły i wyparli ich na wcześniejsze stanowiska. Walka jednak nie ustała i po kilku godzinach Polacy znów zajęli wzgórze 360. Rosjanie usunęli się gdzieś w pobliże. Zapadła ciemność. Walka dogasła. Następiło jakieś nieformalne zawieszenie broni i...

Felicjan Sławoj Składkowski tak zapamiętał tę chwilę:

„W tę noc wigilijną chłopcy nasi w okopach zaczęli śpiewać Bóg się rodzi ... I oto z okopów rosyjskich, Polacy, których dużo jest w dywizjach syberyjskich, podchwycili słowa pieśni i poszła w niebo z dwóch wrogich okopów! Gdy nasi po wspólnym odśpiewaniu kolęd krzyknęli: „Poddajcie się tam, wy Polacy!", nastała chwila ciszy, a później - już po rosyjsku: Sibirskije strielki nie zdajutsia” [syberyjscy strzelcy się nie poddają].

Boże Narodzenie zastało polską brygadę niemal samotną na pozycjach. Stanowiska porzucone poprzedniego dnia przez Austriaków i Węgrów nie zostały uzupełnione. Polacy odparli jednak kolejny atak rosyjski i dopiero potem nadciągnęły posiłki, a legionowe oddziały bez większych strat i zadając jeszcze razy nieprzyjacielowi przeszły szybkim marszem poza linię frontu. Bitwa, choć formalnie nie była rozstrzygnięta, przyniosła strategiczną przewagę stronie austro-węgierskiej. Rosjanie nie kontynuowali już natarcia pod Łowczówkiem, rzucając podstawowe siły w inne miejsce. Bez powodzenia. Front zamarł w tym miejscu do maja 1915 r., do chwili wielkiej ofensywy gorlickiej.

Warto odwiedzić:

  • Łowczówek. Trzeba przyjechać na wyniosłe, porośnięte dzisiaj lasem wzgórze Kopaliny pod Łowczówkiem, gdzie znajduje się cmentarz wojenny nr 171, na którym pochowanych jest ok. 50 legionistów.  Austriacki cmentarz wojenny cieszy się szczególną opieką lokalnych samorządów. Zorganizowano tu centrum pamięci, odbywają się rocznicowe spotkania. To miejsce wciąż żyje.

Szlakiem legionów

 


Baner - wydarzenia.jpg

Powiązane treści